Przygoda z hotelem w Turcji czyli o tym, dlaczego ścigał mnie prywatny detektyw

Jak wskazuje tytuł posta - byłam w Turcji, jednak sam pobyt tam będzie tematem na osobny wpis albo nawet dwa. Dzisiaj chciałam opisać trochę śmieszną, a trochę dziwną sytuację, jaka spotkała mnie w związku z hotelem, jaki tam zarezerwowałam oraz problemy, jakich mi to przysporzyło. Wpis będzie długi, ale cała sprawa była dość zawiła.

http://www.cloudm1.com/wp-content/uploads/2015/08/FoxThief.jpg

Zacznijmy od początku. Historia zaczyna się w okolicach maja 2015 roku, kiedy to razem z K postanowiłyśmy wybrać się na wakacje do Stambułu. Termin wakacji ustalony był na wrzesień, więc miałyśmy sporo czasu, żeby wszystko zorganizować. Rozpoczęły się poszukiwania hotelu. W tej notce opisywałam sposoby na tani nocleg, tym razem jednak postanowiłyśmy wybrać opcję trochę droższą, bo zależało nam bardzo na tym, aby mieszkać w centrum Stambułu, mieć śniadania w cenie i taras z widokiem na cieśninę Bosfor.

Poszukiwania prowadziłyśmy głównie na booking.com i na airbnb.com, w Airbnb znalazłyśmy nawet kilka ciekawych ofert, jednak mała ilość referencji (albo ich całkowity brak) budziły w nas pewną obawę. Ostatecznie więc stanęło na hotelu znalezionym za pośrednictwem booking.com. Był to hotel średniej klasy, jednak usytuowany w samym centrum miasta, dosłownie 3 minuty od placu pomiędzy Haga Sofia a Błękitnym Meczetem. Miał też taras i śniadania, które dobrze wyglądały na zdjęciu. Cena akceptowalna.

Nikt nie chce moich pieniędzy?


Zabrałam się za robienie rezerwacji za pośrednictwem booking. Standardowo przy rezerwacji trzeba podać numer karty kredytowej, jednak ja kart kredytowych nie lubię i wtedy jeszcze żadnej nie posiadałam. Do tej pory z sukcesem udawało mi się robić rezerwacje na booking przy użyciu karty debetowej, rezerwacja była zapisana w systemie, a płaciłam przy użyciu Pay Pala bo na karcie debetowej limit na transakcje internetowe mam ustawiony na zero. Tak też miałam zamiar zrobić tym razem. Rezerwacja przebiegła pomyślnie, a z mojego konta, zgodnie z założeniem, nie zniknęły żadne pieniądze.

Zwykle w takich sytuacjach już kilka godzin po rezerwacji dostawałam maila z booking, z informacją, że mojej karty nie da się obciążyć i umawialiśmy się wtedy na inny sposób płatności. Tym razem jednak żaden mail nie przyszedł w ciągu kilku dni, więc postanowiłam sama napisać do serwisu i wyjaśnić sprawę. 

Pierwsza rozmowa odbyła się za pośrednictwem formularza dla klientów, a odpowiedź pracownika booking mnie nieco zaskoczyła. Otóż pracownik stwierdził, że pieniądze wpłynęły a moja rezerwacja jest opłacona. Zdziwiłam się i postanowiłam tam zadzwonić. Podczas rozmowy telefonicznej konsultant potwierdził wcześniejszą informację, hotel zapłacony, sprawa czysta, nie mam się czym martwić.

"Ok, zdarza się, system czegoś nie ogarnął, poczekam, odezwą się" - pomyślałam. Jednak minął tydzień a ze strony booking cisza. Sprawa zaczęła mnie drażnić, bo chciałam uregulować płatność i mieć to z głowy. Zadzwoniłam jeszcze raz. Pracownik powiedział to samo co ostatnio, hotel zapłacony, rezerwacja potwierdzona. Ja upierałam się, że niemożliwe, bo nie zniknęła mi z konta ani złotówka. Pracownik booking zaoferował, że skontaktuje się z hotelem, aby upewnić się czy pieniądze wpłynęły i do mnie oddzwoni. Oddzwonił i potwierdził, że hotel potwierdza, iż otrzymał płatność. Zgłupiałam.

Dzień czy dwa później sama zadzwoniłam do hotelu. Powiedziałam, że mam wątpliwości czy pieniądze ode mnie doszły, poprosiłam o sprawdzenie. Pracownik hotelu postukał w klawiaturę i powiedział, że tak, pieniądze są a moja rezerwacja jest opłacona z góry i nie muszę już nic dopłacać. 

W tym momencie skończyły mi się pomysły, co mogę zrobić jeszcze. Zasadniczo widziałam tu trzy strony transakcji: siebie, booking i hotel. Ja twierdziłam, że niezapłacone, hotel i booking, że zapłacone. Nikt nie chciał przyjąć ode mnie pieniędzy.

Ostatecznie stwierdziłam, że chyba pierwszy raz w życiu stałam się ofiarą pomyłki finansowej na swoją korzyść. Pieniądze w tajemniczy sposób zmaterializowały się gdzieś w sieci i będę miała hotel za darmo. Zaczęłyśmy snuć z K rozważania, że trzeba było brać ostatnie piętro w Inter Continentalu, skoro i tak mamy za to nie płacić. Koledzy z pracy pytali, czy za opłatą będę im wypożyczać tę magiczną kartę, która płaci ale nic z niej nie znika.

Trzy dni przed wyjazdem jeszcze raz skontaktowałam się z hotelem, nie chciałam się naciąć na sytuację, że przyjeżdżamy a obsługa nagle każe mi wyskakiwać z kilkuset euro w gotówce. Hotel jednak powtórzył to samo co wcześniej, pieniądze dostali, opłacone z góry, nie wydziwiać tylko przyjeżdżać.

Dotarłyśmy do Stambułu i zameldowałyśmy się na recepcji. Pan za ladą sprawdził moje nazwisko, poklepał w klawiaturę i stwierdził: "and about the money..." - byłam pewna, że teraz, w końcu się zorientowali i że będę musiała zaraz szukać bankomatu. Tymczasem facet z recepcji zniknął gdzieś i za chwilę wręczył mi rachunek potwierdzający wpłaconą przeze mnie kwotę. Zrobiłyśmy z K wielkie oczy, wzięłyśmy rachunek i poszłyśmy.

Przyznam, że sumienie trochę mnie męczyło, jednak przeanalizowałyśmy temat z w rozmowie z K i wyszło nam, że hotel MUSIAŁ dostać pieniądze, bo gdyby nie dostał to by nam nie dali rachunku. W takim razie ofiarą całej sytuacji jest albo booking, który odmawia przyjęcia ode mnie pieniędzy, albo wystąpił błąd w systemach bankowch i pieniądze naprawdę wzięły się znikąd. W końcu postanowiłyśmy się tym nie przejmować.

Podczas pobytu w hotelu okazało się, że poza wspaniałym widokiem z tarasu na dachu i przyzwoitymi pokojami, ma on też kilka niedociągnięć. Drzwi do pokoju się zacinały, odpływ w prysznicu był zatkany i robił się w nim mały basen, a śniadania były wyjątkowo kiepskie. Normalnie zgłosiłabym te sprawy do obsługi hotelu i egzekwowała wywiązanie się z umowy i przedstawionej oferty, jednak tym razem nie miałam sumienia tego robić, w końcu nie zapłaciłam za ten pobyt ani grosza. 

Kilka dni przed  końcem naszego pobytu w Stambule zadzwonił do mnie pracownik mojego banku, informując, że na moim koncie nastąpiła próba wyłudzenia pieniędzy a podejrzane transakcje przychodziły z USA. Zablokowałam wtedy kartę i postanowiłam wyjaśnić sprawę w Polsce, żeby nie płacić majątku za długą rozmowę telefoniczną. 

Po powrocie do Polski skontaktowałam się z bankiem, wyjaśniono mi, że z Seattle nadeszło kilkanaście prawie równoczesnych prób ściągnięcia pieniędzy z mojego konta, system bankowy to wykrył i zablokował. Złodziej na moje szczęście zachował się dość nieudolnie. Nie miałam żadnego pomysłu kto i jak mógł ukraść numery mojej karty, więc w końcu zapomniałam o sprawie.

Detektyw wkracza do akcji


A teraz akcja przenosi się kilka miesięcy w przód. Nadszedł grudzień a ja byłam na delegacji we Frankfurcie nad Menem. Siedziałam akurat w laboratorium mojej firmy i pracowałam, kiedy zadzwonił telefon. Rozmowa wyglądała mniej więcej tak:

- Dzień dobry, czy pani M.P. ?
- Dzień dobry, a kto pyta?
- Bleble Blebleble (bardzo niewyraźnie wypowiedziane nazwisko) to pani M.P., tak?
- Nie powiem panu póki pan nie powie kim jest i w jakiej sprawie dzwoni.
- Ech, dobrze. Nazywam się A.B. i jestem prywatnym detektywem...
- ????????
-  ... czy mieszkała pani kiedyś w hotelu "A" w Stambule?
- Mieszkałam.
- To dlaczego pani twierdzi, że nie mieszkała?
- Nic takiego nie twierdzę. Gdzie niby tak twierdzę?
- Hotel skontaktował się ze mną, żeby wyjaśnić z panią tę sprawę. Pani mieszkała w hotelu a potem zgłosiła na policję, że pani tam nigdy nie było i hotel ukradł pani pieniądze.
- Absolutnie nie jest to prawda.
- Proszę pani, proszę mnie nie okłamywać, ja dzwonię żeby tę sprawę z panią wyjaśnić i proszę nie zmuszać mnie do zastosowania innych metod.
- Jakich metod? To może ja się skontaktuję z policją i tam porozmawiamy?
- Nienienie, nie ma potrzeby, proszę mi powiedzieć o co chodzi to się pewnie dogadamy.

No i porozmawialiśmy. Wyszło na to, że hotel z jakiś tajemniczych powodów jest ścigany przez turecką policję ze względu na moje rzekome oskarżenie o wyłudzeniu pieniędzy. Jako, że ja takiego oskarżenia nigdy nie składałam, to przyszło mi do głowy, że może mój bank coś pochrzanił, i kiedy blokowałam kartę ze względu na transakcję z USA, przez pomyłkę oskarżył o próbę wyłudzenia hotel z Turcji. Zadzwoniłam więc do banku.

Rozwiązanie zagadki


Początkowo pracownik infolinii nie za bardzo mógł zajarzyć o czym mówię, właściwie mu się nie dziwię. Potem stanowczo stwierdził, że bank nie wnosił żadnego oskarżenia przeciwko komukolwiek, i tylko ja mogłabym taką sprawę (związaną z próbą wyłudzenia z USA) zgłosić na policję. Zostałam jednak potraktowana dość poważnie, pracownik infolinii porozmawiał z kolegami i po chwili przedstawił mi swoją teorię, a brzmiała ona tak: booking przez pomyłkę obciążył za mój pobyt kartę kredytową innego człowieka, ten człowiek nigdy nie był w tym hotelu więc zgłosił sprawę na policję.

Bingo, ta teoria wyjaśniła wszystko. Po pierwsze to, skąd wzięły się pieniądze, których nigdy nie wpłaciłam za hotel. Po drugie to, że detektyw nie chciał mi powiedzieć dokładnie kiedy i jak rzekomo oskarżyłam hotel o wyłudzenie, twierdził, że nie wie. Czyli równie dobrze, mogłam to nie być ja, tylko kto inny.

Skontaktowałam się z booking, żeby im powiedzieć o sprawie. Pracownik infolinii, mocno zaskoczony, powiedział, że jeszcze się z czymś takim nie spotkał, przyznał jednak, że sytuacja mogła mieć miejsce. Dlaczego? Otóż okazało się, że rezerwując pobyt przez booking.com i wysyłając temu serwisowi swoje numery karty kredytowej, tak naprawdę przekazujemy je do hotelu. Booking nie pobiera płatności, o czym byłam wcześniej przekonana, a tylko przekazuje numery hotelowi, który sam obciąża kartę.

Pracownik infolinii, któremu opowiedziałam ze szczegółami całą historię, zasugerował też, że jest niestety możliwe, że hotel postępuje nieuczciwie i zapisuje gdzieś moje numery karty, żeby wykorzystać je w złym celu. Ponoć booking przesyła hotelom maila, w którym znajduje się link, po kliknięciu którego hotel od razu przekierowywany jest do transakcji obciążających konto danego klienta. Jednak możliwe jest, że zamiast postąpić w ten sposób ktoś skopiował moje numery karty i płatność ściągnął "ręcznie". Wszystko zaczęło do siebie pasować.

Prawdopodobnie pracownik hotelu, zamiast wykorzystać linka z booking skopiował sobie moje numery po to, aby wykorzystać je później. Potem, przez pomyłkę, obciążył konto człowieka, który nigdy nie był w tym hotelu, swoją drogą ciekawe, skąd wziął dane jego karty. Następnie, prawdopodobnie, moje skradzione numery zostały przekazane gdzieś dalej i stąd próba kradzieży z USA. Moją teorię potwierdza fakt, że w Stambule nie wypuszczałam swojej karty z ręki. Ani razu nie dałam jej kelnerowi, który zniknąłby z nią gdzieś na zapleczu i mógł tam skopiować. Korzystałam jedynie z terminali płatniczych, gdzie kartę wsuwałam ręcznie. Szansa na to, że ktoś zauważyłby i zapamiętał numery zarówno z przodu karty, jak i numer CVV z tyłu karty, jest bardzo mała, choć nie jest to wykluczone. 

Skontaktowałam się z detektywem, który powiedział "aha, faktycznie możliwe" i obiecał, że już się ode mnie odczepi. Skontaktowałam się też z hotelem w celu wyjaśnienia sprawy. Manager był dla mnie niemiły i nie chciał uwierzyć w moją historię. Mówił, że nie zwróci  pieniędzy człowiekowi, który wniósł oskarżenie, póki ja mu nie zapłacę i zaproponował transakcję przy użyciu przekazów pieniężnych Western Union. Powiedziałam, że doczytam co to i dam znać.

Doczytałam i doszłam do wniosku, że taka forma przekazu nie jest dla mnie dobra, bo są one dość "tajne". Musiałabym wpłacić pieniądze w placówce Western Union, oczywiście płacąc od tego prowizję. Wtedy dostałabym hasło-klucz, który przekazałabym hotelowi, a on przy użyciu tego klucza odebrałby pieniądze w swoim oddziale Western Union. Nigdzie w tej transakcji nie przewijałyby się nazwiska, tylko ten klucz. Teoretycznie po czymś takim, hotel mógłby twierdzić, że nie zapłaciłam, a ja nie miałabym dowodu na to, że zapłaciłam.

Mając już duże wątpliwości co do uczciwości hotelu, napisałam do nich maila, że nie zgadzam się na taką formę przekazu i dodałam jako wyjaśnienie, że mam podejrzenie, że pracownik hotelu skopiował numery mojej karty i próbował mnie okraść. Manager nie skomentował tego ani słowem, odpisał natomiast że nie godzi się na proponowanego przeze mnie Pay Pala "bo nie umie z niego korzystać". 

Wtedy się zdenerwowałam. Doszłam też do wniosku, że w całej sprawie ja jetem czysta a hotel kręci, więc odpisałam, że mam to gdzieś, nie jest moją winą, że nie ściągnęli pieniędzy tak jak trzeba tylko pomylili numery kart, i że płacę Pay Palem albo w ogóle. Manager odpisał, że ok, i przysłał mi żądanie zapłaty przez Pay Pal na kwotę o kilkadziesiąt euro wyższą, niż ta jaką powinnam zapłacić. Zdenerwowałam się jeszcze bardziej i odpisałam, żeby sprawdził to sobie jeszcze raz, bo nie zapłacę ani centa więcej niż powinnam. Drugie żądanie zapłaty przyszło już na poprawną kwotę. 

Post scriptum


1. Cała zaistniała sytuacja naruszyła nieco moje zaufanie do booking.com, bo korzystając z tej firmy wcześniej i nigdy nie było mi jawnie zasygnalizowane, że dane mojej karty są przesyłane do hoteli. Ufałam firmie booking i nie sądziłam, że tak łatwo szafują danymi klientów. Z drugiej strony w całej tej sprawie, zwłaszcza pod koniec, pracownicy tego serwisu wykazali się dużą chęcią pomocy. Konsultant, z którym omawiałam temat ostatni raz bardzo starał się pomóc mi rozwiązać problem. Obiecał, że w razie potrzeby może w moim imieniu kontaktować się z hotelem, oraz że jeśli cokolwiek będzie jeszcze nie tak to mam pisać bezpośrednio do niego (podał mi maila) i będzie monitorował tę sprawę. 

2. Choć podejrzewam hotel o oszustwo to nie jestem tego na 100% pewna. Dlatego też nie chce podawać jego nazwy, aby nie rzucać nieuzasadnionych oskarżeń. Mam zamiar przesłać ten tekst do booking i poprosić ich o zweryfikowanie uczciwości tego hotelu. Jeśli wypadnie to negatywnie, lub booking odmówi współpracy, wtedy opublikuję nazwę.


Na koniec chciałam zapytać o Wasze doświadczenia. Czy mieliście kiedyś problemy z hotelem? Jak sobie z tym poradziliście? Co moglibyście mi doradzić na przyszłość, aby uniknąć takiej sytuacji jak powyższa?

Komentarze

  1. Miałem kiedyś podobną historię i też w Turcji. Trzeba tam uważać.

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytałem i zdziwiłem się mocno. Booking.com od zawsze w przeróżne sposoby informuje, że nie pobiera pieniędzy od gościa. To jest podstawa funkcjonowania tej firmy. Przecież płacąc Paypalem nie płaciłaś firmie Booking.com tylko bezpośrednio hotelowi. Firma Booking.com podaje dane karty hotelowi i hotel ręcznie obciąża taką kartę. To jest najnormalniejszy proces rezerwacji. Oczywiście hotel nie ma obowiązku korzystać z Paypal i to chyba normalna rzecz - w każdej z rezerwacji napisany jest forma płatności jaką hotel akceptuje. Jeśli nie godzisz się na takie warunki to nie korzystasz z booking.com. Wtedy pozostają systemy, które w bezpieczny sposób pobierają od ciebie pieniądze i przekazują do hotelu. Jest to na przykład expedia, hotels.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dodatkowo pracownik booking.com w zdaniu "Ponoć booking przesyła hotelom maila, w którym znajduje się link, po kliknięciu którego hotel od razu przekierowywany jest do transakcji obciążających konto danego klienta. Jednak możliwe jest, że zamiast postąpić w ten sposób ktoś skopiował moje numery karty i płatność ściągnął "ręcznie"." opowiada bajki ponieważ booking .com wysyła do hotelu link w którym znajdują się dane karty kredytowej - nie ma żadnego linku do transakcji czy czegoś w tym stylu jest poprostu numer karty.

      Usuń
    2. @Unknown - nie trafiłam nigdy na informację, że booking przesyła dane kart do hotelu, ale może nie szukałam wystarczająco dobrze. Ale też nie wiedział o tym nikt ze znajomych, którzy sporo podróżują, więc jednak wydaje mi się, że ta informacja nie jest odpowiednio wyeksponowana.
      Dobrze za to wiedzieć, że expedia i hotels działają w inny sposbób, może mi się to kiedyś przyda :)

      @Paweł M. - tego, że pracownik gadał głupoty nie mogę wykluczyć, ale podczas rozmowy wyraźnie mówił o przesyłaniu linka. Dwa dni temu dostałam też odpowiedź od booking w tej sprawie, twierdzą między innymi, że hotel dostaje dane karty klienta na 10 dni a po tym czasie one "znikają".

      Usuń
    3. Tak, hotel nie może wejść w dane karty kilka dni po realizacji noclegów. Ale hotele takie dane drukują. W przypadku Expedii i Hotels też trzeba wybrać płatność przez system. Jeśli wybierzesz płatność na miejscu to te systemy też wysyłają dane karty do hotelu. U mnie skończyło się tym, że musiałem skorzystać z chargebacku w banku ponieważ hotel w Grecji pobrał mi pieniądze mi, że nie powinien.

      Usuń
    4. Dzięki Paweł za te inforamcje, skorzystam przy kolejnej rezerwacji :)

      Usuń
  3. A ja płacę kartą i jakby co to chargeback. Na booking.com poza Europą bym uważał bo już 2 razy miałem potem dziwne transakcje z Azji. Także niestety rezerwacje tak ale bez podania danych karty albo takiej co masz na niej 1 zł

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z chargeback bywa różnie, czasem niestety banki próbują zrzucać winę na klienta, na serwis, przez któy się rezerwowało, itp. Wiadomo, w 95% przypadków to działa bez problemów, ale teraz analizuję ten temat i dochodzę do wniosku, że najbezpieczniejsza jest karta prepaid. Wpłacam na nią tyle ile mam zapłacić hotelowi a poza tym jest pusta.

      Usuń
  4. Jeśli chodzi o podawanie dobrej karty na booking to jest ostatnio niebezieczne. Karta prepaid to najleepszy spoosób w celu werfikacji danych. Mam coraz mniej zaufania do tego serwisu!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz